Znów zakopuję się w zaległościach, tym razem już po uszy. Wszystko przez maj/czerwiec, czyli miesiące obfitujące niestety - w zaliczenia i sesję, oraz stety - w same wyczekiwane przeze mnie nowości. Jedną z nich jest Black Keysowe "Turn Blue", które trochę szumu na portalach muzycznych narobiło. Niektórych grzeje, niektórych chłodzi... ja jestem raczej po stronie ogrzewających się w jej miłych dźwiękach. :)
środa, 11 czerwca 2014
piątek, 16 maja 2014
Skok w bok - Lykke Li - I never learn (2014)
Taki cykl planowałam od jakiegoś czasu, bo w sumie coraz cześciej robię sobie odchodne od okołorockowych klimatów. Nowa płyta Lykke to dobra okazja by zacząć, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu już sobie słucham i zapałałam, po raz kolejny zresztą, dużą sympatią do jej wydawnictwa.
Etykiety:
2014,
electronic,
folk,
I never learn,
indie,
Lykke Li,
No rest for the wicked,
recenzja,
recenzja albumu,
Skok w bok,
swedish indie,
szwedzkie wokalistki,
wokalistki
sobota, 3 maja 2014
Ulubieńcy kwietnia
Marcowych ulubieńców nie było, więc w tym miesiącu już kwietniowych nie przepuszczę! ;) Było trochę mainstreamowo, było też wiele ciekawych odkryć. Dzisiejszy artykuł oparłam jednak na 3 muzycznych podstawach mojej kwietniowej słuchaczowej egzystencji. O odkryciach już wkrótce.
Etykiety:
2014,
acoustic,
Bruce Springsteen,
classic rock,
folk rock,
funk,
indie,
kwiecień,
Lenny Kravitz,
rock,
soul,
Tegan and Sara,
Time Running,
ulubieńcy,
ulubieńcy kwietnia,
zestawienie
środa, 30 kwietnia 2014
Piąte Urodziny Katedry (+ The Riddle) - 26.04.14 - Carpe Diem, Wrocław
MAJÓWECZKA! A to oznacza nadrabianie artykułowych zaległości, oraz pisanie nadwyżki, by mieć co publikować w czasie sesyjnego szału. Jako pierwsza na ogień relacja z sobotnich urodzin wrocławskiej Katedry.
Etykiety:
2014,
26.04.14,
blues rock,
Carpe Diem,
classic rock,
Katedra,
piąte urodziny,
psychedelic rock,
relacja z koncertu,
scena wrocławska,
The Riddle,
Wrocław
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Wolfmother - New Crown (2014)
W końcu! Po żywocie bez komputera oraz weekendzie z chorobą powracam do pisania. Och jak tu ciepło, jak tu milutko, jak fajnie być tu znowu. Co prawda trochę żałoba po okazałej zawartości zmarłego dysku, ale jest to dobry pretekst żeby wycisnąć z spotify, bandcampa i wszystkich innych internetowych źródeł tyle dobroci ile się da. Żeby powrócić z (żeby nie napisać inaczej, kto wie, może dzieci też czytają?) przytupem na głównego bohatera wybrałam dziś najnowszy Wolfmother, który właśnie na bandcampie miał niedawno swoją premierę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
