Duuużo czasu minęło, odkąd pisałam o polskiej muzyce coś, co nie było relacją z koncertu. Trzeba niezwłocznie wyrównać proporcje, dlatego dziś na ruszt wrzucam bardzo zespół niedoceniany i zadziwiająco mało znany. Jeśli zdarza sie, że ktoś go zna - zazwyczaj sympatia jest wysysana z mlekiem matki. Lub w jak moim przypadku - dziedziczona po ojcu. Wszystko dlatego, że swój 'polish dream' przeżywał w latach 80. A jakie wrażenie ich ostry wjazd musiał wtedy zrobić na łaknącej świata i buntu młodzieży, możemy sobie tylko wyobrazić... Oto druga notka z cyklu "Dobre, bo polskie".